Posty

uwaga!

uwaga! ogłaszam wszem i w obec, zwariwałam! tak, dobrze czytacie. kompletnie mi odbiło. zastanawiacie sie pewnie dlaczego. otóż juz mówie dzis pod wieczór ukaże się kolejna notka. mam już pełne 4 strony w wordzie i nadal pisze wiec bendzie to najdluzsza notka na tym blogu. zastanawia was pewnie dlaczego uwazam ze to dziwne. otoz jest to juz 4 notka w ciagu jedego tygodnia. wena mnie zjada i nie umiem sobie z nia poradzic. tak wiec, biore sie za radosna tworczosc. do wieczora, wasza jakze zwariowana autorka.

pociąg

Peron 9 i trzy czwarte. Uczniowie wysiadają w pociągu w poszukiwaniu rodziców. Rodzice szukają uczniów. Z pociągu wysiada Lily, za nią przyjaciele. Dziewczyna przechodzi na bok, przepychana przez uczniów. - Lily! Ruda obraca się wpadając w ramiona Liz. - Tylko pisz nam z tej Francji, dobrze? Dziewczyna kiwnęła głową. - Będę pisać trzy raz w tygodniu. - I wyrwij jakiegoś przystojnego Francuza, prześlesz mi go pocztą. – Ann się uśmiechnęła ponuro. - Musisz jechać? Dziewczyna kiwnęła ponuro głową. Dziewczyny rzuciły się na Rudą. Wszystkie obściskały się. Pożegnanie przerwały krzyki mamy Liz, która stała na drugim końcu peronu z Państwem Robertson i Winter. - Już idę. Papa. Uważaj na siebie. Pisz ile się da. W święta przyjeżdżaj, ubieraj się ciepło… - Liz- Lily uśmiechnęła się przez łzy, - Napisze jak przyjadę. Uciekajcie, bo się naprawdę popłaczę. Dziewczyny uściskały się po raz ostatni. Lily popatrzyła na nie i odwróciła się. Poczuła że wpada na kogoś. Spojrzała w...

afera pierścionkowa

Lily poczuła że spodnie jej przemakają. Emocje powoli z niej opadły. Ciekawe jak głęboko tu jest. Nie! O czym ty myślisz Lily Evans. Podciągnęła się na brzeg i wyciągnęła nogi z wody. Przecież jeszcze będzie dobrze. Na pewno. *** Jim nie odzywał się do Lily. Ona unikała go jak ognia, większość czasu spędzając w bibliotece. Rozstanie Lily i Jamesa wpłynęło o wiele mniej na resztę niż zawsze. Być może, dlatego, że nie znali powodu a co za tym idzie nie mogli tego komentować. - Syriusz dziś mi się nie chce. Jutro poszukam dziewczyny moich marzeń… Syriusz westchnął. Tamtego wieczora Jim wrócił i oznajmił im, że ma zamiar znaleźć inną dziewczynę. Od tego czasu codziennie znajdował inną wymówkę, dlaczego nie będzie szukał. Tłumaczył się leniem ale Syriusz i tak wiedział że on po prostu nie chce innej dziewczyny. Zresztą doskonale go rozumiał. On też chciał tylko Liz. - Wczoraj mówiłeś to samo… - Wczoraj nie miałem … motywacji. Dziś ją mam, ale nie mam nastroju. Człowi...

tak musi być...

Termin egzaminów zbliżał się coraz bardziej, a Lily z każdym dniem była coraz bardziej przygnębiona. Spędzała z przyjaciółmi coraz mniej czasu. Kilka dni przed egzaminami dostała sowę z informacją, kiedy może zgłosić się do praktyk. Wszystko było załatwione. Miejsce gdzie zamieszka, kiedy ma być, jak ma się tam dostać i gdzie zgłosić. Wszystko, prócz przyjaciół. Mamie wysłała sowę, że przyjedzie do domu tylko na dwa dni. Wyjaśniła jej, gdzie leci, kiedy. Dlaczego musi być we Francji prawie miesiąc wcześniej? Nadal jednak nie umiała tego powiedzieć przyjaciołom, Jamesowi. Bo niby, co miała powiedzieć? „Zaraz po końcu roku wyjeżdżam do Francji, więcej się nie zobaczymy”. Nie wiedziała, co ma powiedzieć, za każdym razem gady chciała, zaczynało chcieć jej się płakać. Nie umiała. - Lily, słuchasz mnie? Dziewczyna spojrzała na Jima. Siedzili razem na kamieniu przy jeziorze. - Przepraszam Jim, zamyśliłam się. Co mówiłeś? - Pytałem się, co myślisz o tym, żebyśmy wynajęli mieszka...

walentynki i decyzja

- gdzie ona jest? – Liz po raz kolejny rozejrzała się po wielkiej Sali. - jak jeszcze raz spytasz się gdzie jest Ruda, to przysięgam, że wyleje ci sok dyniowy na głowę. - ale gdzie ona jest?! Cristin złapała rękę Ann bo ta już sięgnęła po sok dyniowy. Chwilę się poszarpały i Ann wylała sok na stół. - Idzie – Ruda biegła do dziewczyn. - przepraszam, byłam w…eee… komórce na miotły. – Dziewczyny spojrzały na nią jak na kosmitkę. - gdzie?? - w komórce na miotły… nie pytaj się, bo ci nie powiem, co robiłam. – Dodała widząc, że Ann otwiera usta. *** Wieść o tym, co się wydarzyło w komórce na miotły, szybko rozeszła się po Hogrwacie. Nie jest dokładnie pewne, kto to rozpowiedział, ale niektórzy przypuszczali, że to, Irytek musiał widzieć całą tą sytuację. Główni zainteresowani nie zwracali jednak uwagi, na różnego rodzaju plotki. Bardziej byli zajęci sobą. Nikt jednak nie wiedział, co naprawdę wydarzyło się w męskim dormitorium i co spowodował...

przepraszam...

przepraszam, nie umiem. nie wiem co się ze mną dzieje. napisałam pół strony jakiś czas temu i od tej pory mam zastój. nie umiem nic napisac zabieram sie ale czuje ze jest to wymuszone. mialam nadzieje ze przez weekend cos napisze, ale nawet swiadmosc ze ide na koncert rubika nie pomogla mi, i mimio cudownego nastroju nie napislam nic. teraz czeka mnie straszny miesiac, bierzmowanie, proby i egzamin gimnazjalny w dodatku troche innych problemow... byc moze to jest przyczyna tej niemocy. obiecuje ze jak tylko zlapie wene i pomysl odrazu cos napisze. mam nadzieje ze nastapi to juz niedlugo.  

komorka na miotły

Wiem., Trochę mnie nie było, ale miałam mały kryzys twórczy. Rozważałam nawet napisanie epilogu i zakończenie pisania bloga, jednak… Notka krótka wiem, ale nie mam ostatnio pomysłów. Ale ze specjalną dedykacja dla Gracji, za to, że jest i za komentarze pod ostatnia notką. Rozbroiłaś mnie po raz kolejny. Miłego czytania *** Lily podniosła się z łóżka i leniwie spojrzała na resztę współlokatorek. Liz siedziała na podłodze obok całej sterty książek. Obok niej po turecku siedziała Ann, która podglądała, co pisze Liz. Cristin leżała na łóżku z zamkniętymi oczami. - Zaraz kolacja Liz spojrzała na przyjaciółkę. - No… trzeba by się zebrać. Ann podniosła się i podeszła do Robertson. - Mała… wstawaj, kolacja. Cristin przekręciła się na bok i otworzyła leniwie oczy. - Już?? Dziewczyna kiwnęła. Cristin powoli podniosła się, ziewnęła i wstała z lóżka. - To, co? Trzeba iść… *** Dziewczyny szły w stronę Wielkiej Sali. Na samym czele szła Ann z Liz i dyskutowały n...