Nic nie było...

Patsy spojrzała na Petera i dotarło do niej, co zrobiła. Zerwała się jak oparzona, wyjąknęła przepraszam i odwróciła się. Pobiegła w stronę domu.

Co ona robi?? Dlaczego to zrobiła?! Myślała, że co? To facet, wszyscy są tacy sami. Ale on jest inny… NIE! To jej się tylko tak zdaje. On nie jest inny. Jest taki sam.
Tymczasem do Petera dotarło właśnie, co się stało. Zerwał się z ławki i pobiegł za dziewczyną. Co on sobie myślał, że ją pocałował? CO?? To będzie cud jak zechce go wysłuchać. No, ale najpierw będzie się musiał zdarzyć inny cud. Będzie ją musiał dogonić.

- Poczekaj!!

Dziewczyna zwolniła, nie bardzo wiedząc, dlaczego. Co on w sobie ma, że tak na nią działa?

Dogonił ja. Złapał delikatnie za jej ramię i odwrócił do siebie.

- Przepraszam, nie powinienem był…

- Nie – dziewczyna przerwała mu – to ja nie powinnam była cię….

- Ale to ja cię…

Zaprzeczyła.

- Nie, ja… a może i ty…. Nie, to nie ja… to znaczy ja… to znaczy nie jestem pewna to znaczy… oj pogubiłam się przez ciebie!! (Ja też dop. Autorki;D)

Chłopak nie zaśmiał się. Gdy się peszyła wyglądała jeszcze ładniej niż zwykle.

- To byłem ja… tak myślę…, ale to nie ważne. Przepraszam.

- Jeżeli nie jesteś pewny czy to ty, dlaczego mnie przepraszasz??

Peter się zastanowił. Ciekawe pytanie.

Teraz to dziewczyna się zaśmiała. Zbliżyła się.

- Skoro oboje przepraszamy, może uznajmy, że tego nie było – Peter błagam nie zgódź się!!

Chłopak kiwnął głową ( Patsy proszę, powiedz, że nie!! Proszę)

Kiwnęła smętnie głową.

- Czyli nic nie było…

***

- Nie wierzę. – Liz spojrzała na chłopaka – Nie wierzę, że to już koniec.

- To uwierz – Syriusz uśmiechnął się do dziewczyny – uwierz, bo to prawda. Skończone.

Dziewczyna rozejrzała się po domu. Wszystko było skończone, pomalowane. Meble znajdowały się na swoim miejscu. Oczywiście zdarzyło się trochę wpadek, jak wywalone z zawiasów drzwi od kuchni, zbita szybka w drzwiach od łazienki czy porysowana podłoga w przedpokoju, ale najważniejsze było to, że remont się skończył.

Dziewczyna przytuliła się do chłopaka.

- Syriusz…??

- Hmmm…?

- Trzeba by było zrobić jakąś imprezę na nowe mieszkanie, prawda? No i wypadałoby chyba rodziców zaprosić…

Chłopak westchnął. Miał nadzieję, że Liz nie poruszy tego tematu. Nie wiedział, dlaczego ale nie potrafił się dogadać z jej rodzicami.

Dziewczyna zobaczyła jego minę, która wyraźnie pokazywała, że jest zły.

- Co?

- Nic, po prostu… wiesz ja myślę że oni mnie nie lubią.

- Gadasz bzdury. Tata… Zgoda może tak wygląda, ale jest fajny. Nie martw się…

Chłopak kiwnął głową niezbyt przekonany.

***

Ann ubrała się. Była wściekła. Dlaczego się zgodziła?? No tak, Cristin. Była pewna że nie da jej spokoju, jednak bardzo się myliła. Od rozmowy z nią, chłopak ani razu nie spojrzał na dziewczynę. Nie zwracał na nią uwagi.

Rozczesała włosy. Przeklęła. Dlaczego ona?? Dlaczego nie mógł zaproponować czegoś innego komuś innemu Tylko jej?! Rzuciła szczotką, która odbiła się od ściany i wyszła z pokoju. Ann Winter nie da się. Pójdzie i wypełni tą umowę

***

Był już na miejscu. Stał oparty o murek. Gdy ją zobaczył uśmiechnął się i zaczął iść w jej stronę.

Odwzajemniła uśmiech. Stanęli naprzeciwko siebie.

- Cześć – podał jej dłoń – Cieszę się, że przyszłaś.

- Daruj sobie te powitania. – Uśmiechnęła się – To jest stereotypowa gadka.

Podniósł brew.

- Stereotypowa?? Dobrze wiedzieć. To co, idziemy??

Ruszył a ona po chwili do niego doszła.

- Powiesz mi gdzie chcesz iść??

Spojrzał na nią.

- Byłaś kiedyś w wesołym miasteczku??

Zatrzymała się.

- Zwariowałeś prawda??

- Jeśli ci się nie podoba możemy iść gdzieś indziej…

- Nie, podoba, chodźmy.

Zaśmiał się i zaczął iść. Szła obok niego.

- To powiesz mi, dlaczego chciałeś się spotkać?

- Już ci mówiłem.

- No tak, ale jakoś ci nie wierzę.

- Masz problem. Jesteśmy.

***

Ann podeszła do chłopaka. Nadal kręciło jej się w głowie.

- Dobrze wiedziałeś, że tak to się skończy…

Roześmiał się i kiwnął głową.

- Wiedziałem.

- Jesteś zło złośliwy. „Idź na tego młota. Nie.. On nie jest szybki, dobrze się będziesz bawić…”

Roześmiał się jeszcze bardziej.

- Uważasz to za śmieszne?? Przecież ja…

Położył jej palce na ustach nadal dusząc się ze śmiechu.

- Żałuj, że nie widziałaś swojej miny. Nie dąsaj się już.

- No dobrze. Chodź jeszcze na tą kolejkę.

Wskazała na największą ze wszystkich kolejek. Chłopak zbladł.

- E… wiesz, co?? Może idź sama.

- Nie! Chodź… no proszę.

Przełknął ślinę i kiwnął głową. Zaczęli iść. Ann na niego spojrzała. Kolana zaczęły mu się trząść, splótł ręce w widocznym zdenerwowaniu.

- Masz lęk wysokości??

Nick zarumienił się lekko.

- No… Tak jak by.

Ann uśmiechnęła się.

- To chodź, pójdziemy na rurkę z kremem.

Odetchnął z ulgą a dziewczyna zachichotała. Nie przypuszczała, że tak dobrze będą się bawić. Okazało się, że ten idiota okazał się bardzo fajnym idiotą.

***

 Ann ugryzła rurkę a bita śmietana wyskoczyła jej na nos. Dziewczyna dotknęła nosa a Nick zaczął się śmiać.

- Bardzo śmieszne.

Kiwnął głową, po czym sam ugryzł Gofra. Na jego nosie pojawiła się bita śmietana z polewą czekoladową.

Ann zaśmiała się. ( Oni strasznie dużo się śmieją, nie zauważyliście?? dop.autorki)

- Powiedz mi, ale tak szczerzę. Dlaczego, chciałeś się spotkać?

Chłopak przełknął gofra.

- Szczerze?? – Kiwnęła głową – Bo widzisz. Są dwa powody. Po pierwsze, jesteś o wiele ciekawszą osobą niż Twoja przyjaciółka. Trudniej Cię rozgryźć. No i u Cristin chyba naprawdę nie mam szans.

- Ciekawsza??

- No… masz naprawę o wiele więcej ciekawych cech.

Zbliżyła się.

- Ciekawych. Nie będę wnikać, co masz na myśli.

Uśmiechnął się.

- Nie wnikaj.

***

Powoli się ściemniało. Ann szła obok Nicka słuchając tego, co mówił. Miło spędziła ten dzień. Okazało się, że tak naprawdę jest bardzo fajnym chłopakiem. Nie miała ochoty wracać do domu. Czuła, że właśnie zaczęła rodzić się nowa przyjaźń.

- Chyba muszę już iść.

Chłopak posmutniał. Dobrze mu się z nią rozmawiało.

- No… Robi się ciemno.

- Tak… Bardzo dobrze spędzałam dzisiejszy dzień…

- Daruj sobie te stereotypowe gadki.

Uśmiechnęła się a on odwzajemnił uśmiech.

- No, to cześć. – Nick uścisnął jej dłoń.

- Cześć. Do zobaczenia.

Spojrzał na nią ze zdziwieniem. Sądził, że więcej się nie zobaczą.

- Do zobaczenia.

***

Liz postawiła ostatnie szklanki na stole. Wszystko było gotowe. Spędzili cały dzień przygotowując obiad.

- Pomóc ci w czymś?

Do pokoju wszedł Syriusz.

- Nie już skończyłam.

Uśmiechnął się.

- To tak jak ja.

Przytuliła się do chłopaka.

- Kocham cię.

Pocałował ją w czubek głowy.

- Ja ciebie też.

***

Siedzieli przy stole w milczeniu. Liz spogląda, co chwilę na ojca i na chłopaka. Nie przypuszczała, że sytuacja będzie tak napięta.

- Czy mi się wydaje, czy coś się przypala… - Pani Keaton pociągnęła nosem.

- Cholera! Cisto. Przepraszam na chwile!!

Syriusz zerwał się na równe nogi i wybiegł do kuchni. Całe pomieszczenie było zadymione.

- Szlag by to trafił!

Liz weszła do kuchni.

- I co?? Da się uratować??

Pokręcił głową. Na blaszce leżał zwęglony placek.

- No to mamy problem.

***

- Bardzo dobry obiad. – Pan Keaton skończył jeść i spojrzał na córkę.

- Z deserem będzie mały problem. Miało być ciasto, ale Syriusz o nim zapomniał i się… spiekło.

Pan Keaton się zaśmiał. Wszyscy spojrzeli na niego ze zdziwieniem. Mężczyzna śmiał się w niebo głosy. Po chwili rozbawiona śmiechem ojca Liz sama zaczęła się śmiać, nie widząc, dlaczego. Nie trzeba było długo czekać żeby i Pani Keaton zaczęła się śmiać. A Syriusz siedział zdębiały nie widząc o co chodzi.

Długo trwało zanim Pan Keaton przestał się śmiać i spojrzał na Syriusza.

- Przepraszam cię. Nie mogłem się powstrzymać. Ale chyba żaden mężczyzna nigdy nie upiecze ciasta żeby chociaż troszkę się nie przypiekło. Dlatego gotować możemy, ale ciasta to jest praca dla kobiet.

Pani Keaton trzepnęła męża ręką po głowie. W pokoju rozległ się śmiech.

***

Liz zamknęła drzwi i uśmiechnęła się.

- No i co??

Syriusz podszedł do niej. Reszta obiadu minęła bardzo wesoło. Pan Keaton rozbawiał ich wszystkich zabawnymi historiami. Gdy już zjedli Liz i pani Keaton poszły sprzątnąć ze stołu a Pan Kaeton został sam z Syriuszem i mało go nie zabił pytając, kiedy planują ślub ( Syriusz zakrztusił się skokiem).

Chłopak przytulił dziewczynę.

- Kocham cię.

Spojrzała na niego.

- Też mi nowość.

***

Patsy siedziała w swoim pokoju. Nie mogła sobie darować, że wtedy to powiedziała. „Nic nie było”. Walnęła się w stos poduszek. Głupia!! Po co ona to zrobiła!! Po co?? Zerwała się. Pójdzie i to odkręci. Musi!

Wybiegła z domu.

***

Dobra skończyłam. A teraz kwestia formalna. Liluś z http://lily-bez-voldiego.blog.onet.pl/ wrobiła mnie w pewną zabawę blogową. Muszę opowiedzieć pięć historii z mojego życia i wytypować pięć osób. A więc rozsiądźcie się w fotelach i przygotujcie na moje opowiastki.

1.      Miałam z pięć lat. Pojechałam nad morze po raz pierwszy w swoim życiu. Przez cała podróż nie mogłam się doczekać. Gdy przyjechaliśmy męczyłam wszystkich żeby zobaczyć morze. Gdy nadeszła wymarzona chwila było już troszkę wieczorowo, poszliśmy na plażę. Gdy zobaczyłam morzę, podbiegłam od wody i zaczęłam biegać po wodzie krzycząc na całą plażę „ Modzie! Modzie pierwszy raz modzie!!” Biegałam tak dość długą chwilę i… wywaliłam się. Oczywiście cała się zmoczyłam i konieczny był zakup ręcznika, żebym się nie przeziębiła.

2.      Było to w moje 14 urodziny. Jak zawsze zaprosiłam na tort kilka moich koleżanek i najbliższą rodzinę, wraz z moją 2 letnią siostrą cioteczną. Przyszły moje najbliższe koleżanki ( w sumie było nas cztery). Dmuchnęłam świeczki i poszłyśmy do mnie do pokoiku. Mama przyniosła nam po kawałku tortu a my zaczęłyśmy grać w Flirt. Postawiłyśmy tort obok siebie na podłodze żeby móc go podjadać. Weszła Oliwia ( moja siostrzyczka) Chciała ciastka. Więc podniosłam się, podałam jej ciastka i usiadłam. W tort.

3.      Zdarzyło się to tej zimy. Wyszłam z moim psem ( Fifi ) na spacer. Mieszkam w wieżowcu, który stoi na takiej niezbyt dużej górce. Stanęłam na jej górze i czekałam aż Fifi załatwi swoje potrzeby. Chciałam się przejść wzdłuż górki i zaczęłam powoli iść. W pewnej chwili poślizgnęłam się i zjechałam na kuprze z górki. A moja śliska kurtka mi to umożliwiła z nie małą szybkością. Kilka minut siedziałam na śniegu i się śmiałam a ludzie patrzyli się na mnie z niemałym rozbawieniem.

4.      Zdarzyło się to, w pierwszej klasie gimnazjum. Na jeden z pierwszych lekcji. Mój matematyk jest bardzo miłym człowiekiem z dużym poczuciem humoru. Zawołam do tablicy dyżurnego, więc się zerwałam i przechodząc lekko go szturchnęłam. Zaczęłam ścierać tablicę, a że jestem niska ( około metr piędzieśiąt ) musiałam podskakiwać. Matematyk spojrzał na mnie i powiedział żebym nie podskakiwała i wracając żebym go nie szturchała. Więc gdy uporałam się z tablicą, pamiętając o tym, że mam go nie szturchać, przeszłam dookoła środkowego rzędu ( siedzę w pierwszej ławce przy biurku, od strony okna a matematyk stał właśnie między tą ławką w ławką pierwszą rzędu środkowego) i usiadłam w ławce skutecznie omijając matematyka. Cała klasa wybuchła śmiechem łączenie z matematykiem.

5.      Piątej nie będzie.

A teraz nieszczęśnicy, których to czeka.

Gracja z  http://lily-kochac-i-byc-kochanym.blog.onet.pl/  ( Tylko nie bij!! )

Fasolka z http://ginny-diary-12.blog.onet.pl/  ( litości!! Nie zabij mnie!!)

Kate http://moje-opowiadanie15.blog.onet.pl/ ( Ja chce żyć!!!!)

No i Lucy z http://tajemnicelucy.blog.onet.pl/ ( bądź litościwa!! Wiem, że się nie obrazisz…)

No.. Więc mam nadzieję, że mnie nie zabijecie. Może nowa notka was przekupi… jest taka szansa? Spróbuję. Aha. Patrycja, jeśli to czytasz oczywiście. Nie pamietam dokładnie czy to tak było na tych urodzianch, wiec sie nie czepiaj. liczy sie samo wydarzenie z tortem ;D

***

Patsy szła w stronę domu Petera coraz mniej pewna siebie. A jeśli źle robi?? Może lepiej zaczekać. Albo w ogóle zrezygnować. Przecież on wcale może nie uważać tak jak ona. A może jak mu powie, przestanie się do niej odzywać. W końcu to chłopak. Stanęła. Nie pójdzie tam. Odwróciła się niepewnie i zaczęła wracać. Lepiej niech zostanie tak jak jest.

***

Liz siedziała na kapie i okręcała w ręku kanapkę. Wszyscy „zwiedzali” dom i miała chwilę spokoju. Do pokoju wszedł Syriusz.

- Co tak siedzisz?

Wzruszyła ramionami i ugryzła kanapkę.

Usiadł obok niej i mocno przytulił.

- Co oni robią??

- Kłócą się  - Liz popatrzyła na chłopaka – Rogacz twierdzi że kuchnia była większa jak był tu ostatnio, a Lunatyk że była mniejsza. Tak ogółem oboje mają racje. Jak James tu był nie było jeszcze mebli, a Remus widział kuchnię zawaloną pudłami więc…

Liz się zaśmiała. Oni są powalający.

- Ja nie wiem jak ty z nimi wytrzymujesz…

Wzruszył ramionami.

Do pokoju wpadli James i Remus a za nimi weszły Lily, Ann, Cristin i Peter.

- Już wiecie który miał rację??

Pokręcili głowami.

- Nie, ale na trzeźwo się tego nie dowiemy.

***

Impreza szybko się rozkręciła. Już po godzinie wszyscy mieli lepsze humory. Syriusz i James siedzieli przy stole i robili wyścig kto szybciej zje kanapkę. Peter sędziował a Remus ich rozpraszał podtykając im na kanapkę ogórka czy pomidora.

Dziewczyny siedziały i uparcie dyskutowały o Nicku.

- Ja nie wiem. On faktycznie jest jakiś dziwny – Lily spojrzała na przyjaciółki.

- Nie nazwałabym tak tego Lily – Ann spojrzała na przyjaciółkę, – Gdy byliśmy sami zachowywał się inaczej.

Lily się zamyśliła.

- Ja bym uważała… Chodźcie chyba przyda się nasza pomoc.

James siedział a w ustach miał całą kanapkę. Widać zdenerwował go pomidor, bo leżał rozpłaszczony na głowie Remusa. Syriusz krztusił się kanapką, której nie zdążył zjeść. Peter leżał już pod stołem turlając się ze śmiechu.

- Co wam się stało?? Remus, czego masz pomidora na głowie??

Peter wyturlał się spod stołu.

- Sam go sobie rozpłaszczył jak zjedli kanapki.

Cristin spojrzała na swojego chłopaka, który właśnie strząsnął pomidora z głowy.

- Ty wiesz co? Tak się zastanawiam czy Nick jest bardziej normalny. Może warto by było o nim pomyśleć … - mruknęła Cristin a Ann się zaśmiała.

- Może…

Spojrzały na siebie i wybuchły śmiechem.

***

Liz otworzyła oczy. Była salonie. Widocznie usnęła na wersalce. W pokoju panował błysk. Zaraz błysk?? Jak usypiała pomidory i kanapki były wszędzie?

Wstała i przeszła po domu w poszukiwaniu tego, co zostało z Syriusza. Nie było go tu gdzie go zostawiła. Weszła do kuchni i ją zamurowało, Syriusz siedział sobie jak gdyby nigdy nic, zajadając kanapkę i popijając herbatę.

- Już wstałaś?

- Tak.

Podeszła do niego.

- Ale nie ma co. Fajnie było.

Kiwnął głową. Usidła obok niego.

- Daj jedną kanapkę… No nie bądź taki… daj jedną.

Chłopak wziął kanapkę i podał dziewczynie.

- Proszę. Wiesz że się kłóciłaś z Lily o taniec na stole?

Liz zakrztusiła się.

- Co??

- Kłóciłyście się, która będzie tańczyć na stole. Jak zaczęłyście grać w marynarza i ściągać bluzki James zadecydował, że czas iść do domu?

- Możesz mi powiedzieć, dlaczego ściągałam bluzkę??

- Nie chciałaś ubrudzić jej krwią Lily. Zarzekałyście się, że doprowadzicie się do stanu, że nawet reanimacja nie pomoże.

Liz się zaśmiała.

- Musiało być fajnie…

Kiwnął głową.

- Nawet nie wiesz jak bardzo.

***

Lily otworzyła oczy. Głowa bolała ją niemiłosiernie. Wszystko ja bolało. Leżała na łóżku w jakimś nieznanym jej miejscu. Bluzka, którą miała na sobie była krzywo zapięta. Lily zerwała się z łóżka i zobaczyła swojego chłopaka śpiącego na podłodze.

- James!! JAMES!

Chłopak spojrzał na nią nieprzytomnie.

- Tak…?? Lily zlituj się jest jedenasta.

- Możesz mi powiedzieć gdzie ja jestem??

- U mnie. Było za późno żebyś wracała do domu, a u Liz mogłoby się to źle skończyć…

- A możesz mi powiedzieć dlaczego mam krzywo zapiętą bluzkę… Nie powiesz mi chyba że… Boże… Przecież ja teraz mogę… O Jezu.

James spojrzał na nią zdziwiony i dopiero po chwili doszło do niego, o czym mówi jego dziewczyna.

- Nie! Lily spokojnie. Nic nie było. Rozbierałaś się u Liz. Chciałyście się bić, która będzie tańczyła na stole.

Dziewczyna odetchnęła z ulga.

- To dobrze… już się wystraszyłam…

Chłopak się zaśmiał.

- Nie martw się. Tak szybko w ojcostwo mnie nie wrobisz.

Uśmiechnęła się.

- Ja myślę.

***

Cristin usiadła na parapecie swojego okna. Męczyło ją to, co powiedziała Ann. Faktycznie, Nick dał jej spokój. Mówił jej cześć, ale dziewczyna zauważyła, że zaczął ją ignorować. I to ją niepokoiło. Nie mogła zrozumieć, o co mu chodzi i co kombinuje. Czyżby teraz  przerzucił się na Ann. Ale przeciez dziewczyna mówiła, że zachowywał się wobec niej normalnie. I to ona zaproponowała kolejne spotkanie. A może to Ann… Nie, to niemożliwe. Roześmiała się. To absurdalne. Ona nie mogła się w nim… a może mogła? Dziewczyna spojrzała na dom sąsiada. Czas pokaże, co dzieje się w jego głowie.

***

Kończę, bo długo wyszło. Aż za długo, co?? Następna notka będzie się działa w grudniu. I Będzie się działo a co!!

Komentarze

  1. kolejna cudowna notka :)twoje posty nigdy nie są za długie ba mogłabym powiedzieć że za krótkie :Pjuż nie mogę się doczekać kolejnej, oby była jak najszybciej

    OdpowiedzUsuń
  2. fasola00@buziaczek.pl9 czerwca 2007 01:02

    To ja pisze za rzadko! No miałam notkę tydzien temu wstawić tylko zachcciałao mi się poprawek ;/ a i tak znpwu wracam do originanego pomysłu! Nocia super!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawiadamiam że na moim blogu (ginny-diary-12.blog.onet.pl) pojawiła się nowa notka pt" Nienawidzę cię Potter" Ciekawe czy kogoś ci przypomina tytół??

    OdpowiedzUsuń
  4. NO dobra niech ci będzie nie zabiję cię... bo bym musiałą zabić już 2 osoby ... Nie opyla się. Nie pamiętam bym miała jakieś wpadki, ale sobie zapewne przypomne;] CO do notki. Jest zawalista. Lilka się upiła, ma krzywo zapiętą bluzkę i już myśli że jest w ciąży hehe ta to ma problemy... Dobra ja lece pisać moją, bo się nie doczekacie....:*

    OdpowiedzUsuń
  5. ~czarnulka69919 czerwca 2007 12:24

    faaana nocia :D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  6. za długa? jak dla mnie jesli masz tylko taka ochote moze byc dluzsza:P a powiem wiecej jak zobaczylam opowiadanka w które cie wrobiałam SORKAA naprawde :Dto sie przestraszyłam ze juz koniec :P a tu niespodzianka zaraz dalej notka i to jaka bardzo a to bardzo interesujaca (zeby nie powtarzac komplenetow) ale ich chyba nigdy za wielee? co?? przynajmniej ja tak sadze :) no czekam na wiecej :) u mnie miala byc w to wolne no ale mialam problemy z komputeram z internetam i ogolnie brak czas nie wiem czy nawet nie bedzie trzeba czekac do srody na to az moj mozg cos wymysli (tymczasowy brak weny) i moja szkola sobie w koncu odpusci czyli podsumowujac okolo srody :P POZDROWIENIA z http://lily-bez-voldiego.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetna notka! Gratulacje, u mnie też nowa ale o piekło gorsza :P Zapraszamwww.joan-lupin-i-inni.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. ~Anka_from_Ryki ;)12 czerwca 2007 09:17

    Dawno cie nie czytalam (nie widzialam tez :)) kiedy bedziesz na gg?? Wpadnij na http://bairre.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  9. Uroczyście proszę przed tym blogiem i jego czytelnikami abyś zrobiła to dla mnie i dla tych czytelników którzyby tego chcieli i napisała o rodzeństwie Harrego. Abyś uszczęśliwiła tego małego chłopca i napisała mu o rodzeństwie. Wychodzę do ciebie z taką prośbą, a dlatego, że jestes uparta równie mocno jak ja postanowiłam dodać ten komentarz pod każdą notką. A wszystkich czytelników którzy zgadzają sie z moja prośbą prosze o pomoc!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie ma to jak kłótnia o to kto będzie tańczył na stole bauhahahahahaha xDD

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

przed świętami

Snape i nieoczekiwana wizyta

Boże Narodzenie 1980